Home
Inspiracje
„Karmię was tym, czym sam żyję…”

„Karmię was tym, czym sam żyję…”

"Czy można łączyć sztukę z ideologią i filozofią określającymi i kształtującymi dany czas, czy też może istnieje „sztuka dla sztuki” w formie czystej, nieobciążonej żadnym podtekstem? Oczywiście nie, artysta zawsze służył komuś lub czemuś, realizował konkretne zlecenie i jego własnością był tylko styl charakterystyczny dla niego samego i epoki, w jakiej żył i tworzył, oraz wspólny łącznik wykraczający poza to: tradycję odwołującą się do antycznej triady dobra, prawdy, piękna.

Joanna Tokarczyk, Source of Power, oil on canvasNa przestrzeni wieków sztuka ewoluowała do form potrafiących coraz lepiej odzwierciedlić doskonałą naturę i im bardziej wzrastały umiejętności warsztatowe, tym lepiej można było za ich pomocą połączyć  to, co widzą oczy fizyczne z tym, co jest dostrzegalne dla ducha: nienamacalne, lecz odczuwalne piękno. Zarówno martwe natury Hedy jak i religijna twórczość Fra Angelico potrafią w takim samym stopniu zaspokoić wrodzone pragnienie estetyki, które tkwi w każdym człowieku. Zwykła, by nie rzec banalna treść, może stać się nośnikiem zachwytu nad ludzkim talentem. Jednakże od chwili, gdy artyści awangardowi postanowili pójść w ślady burzycieli ładu społecznego i zastosować rewolucję w sztuce buntując się przeciw Tradycji, także i na tym polu nastąpił odwrót od wartości, jakie były fundamentem całej kultury Zachodu. Czy patrząc na dokonania akcjonistów wiedeńskich stanowiących ostentacyjny znak sprzeciwu przeciwko religii i obyczajowości, potrafimy wzbudzić w sobie inne wrażenia prócz szoku i wstrętu, a w najlepszym razie zwykłego niezrozumienia? Czy oglądając współczesne instalacje nie dojdziemy do prostego wniosku, że właściwie każdy z nas może być „artystą”, skoro do rangi wielkiego dzieła  urasta nieskomplikowana w formie i treści kompozycja złożona z kawałka tektury i sznurka lub ludzkie wydzieliny? Obecnie artysta przyjął rolę kontestatora tradycyjnych wartości, a brak talentu zastępuje nurzanie się w meandrach osobistych fobii i wypaczonej wizji świata, jakie powstają po  sprowadzeniu  sztuki do poziomu wulgarnie ukazanej materii. Proces ten odbywa się przy pomocy profanum, bo tylko to pozostaje po obdarciu jej z sacrum. Twórca przestał przekształcać naturę z równoczesnym zachowaniem tego, co w niej jest  najpiękniejsze i całkowicie niezależne od niego: harmonią i estetyką. Dlatego też obcujemy ze sztuką brzydką, prymitywną i złą bo "inde pasco, unde pascor – karmię was tym, czym sam żyję", jak rzekł św. Augustyn." - Joanna Babiarz