Home
Inspiracje
„Czyż piękno może być złe?”

„Czyż piękno może być złe?”

„Czyż piękno może być złe?” zapytał w jednym ze swych sonetów Michał Anioł. Choć słowa te padły kilkaset lat temu, w dzisiejszych czasach stają się szczególnie aktualne. W jaki bowiem sposób obecnie pojmowane jest piękno i jaką pełni rolę? I najważniejsze: jaki wpływ wywiera na odbiorcę? Czy idąc do muzeum lub galerii wracamy z przekonaniem, że dane nam było obcować z genialnym wytworem ludzkiego talentu lub po prostu estetycznym i miłym dla oka dziełem sztuki, czy wręcz przeciwnie? Oczywiście, do pewnego stopnia piękno zawsze pozostaje subiektywnie odbierane, ale pomimo to starożytnym Grekom udało się je zdefiniować i stworzyć uniwersalny kanon łączący teorię z praktyką, który przez wieki stanowił fundament kultury i sztuki europejskiej.

Oddech, obraz olejny na plotnie / Breath, oil on canvasW czasach antycznych piękno sprowadzano do doskonałych proporcji i harmonii, zarówno w sferze ciała jak i ducha, gdyż człowiek stanowił jednię. Greckie kalos kagathos - piękny i dobry – odnosi się zarówno do rzeźb Myrona czy Lizypa jak i do dzieł Platona lub Arystotelesa. I nieważny staje się spór między tymi dwiema filozofiami na temat sztuki: czy należy ona do świata nadprzyrodzonego czy też jest technē, przyziemnym, rzemieślniczym działaniem. Był on całkowicie podrzędny i podporządkowany antycznym zasadom harmonii, proporcji i duchowej cnocie. Gdy patrzymy na niekompletną postać Afrodyty z Melos, przede wszystkim uderza nas doskonała całość – choć okaleczonego przez czas - posągu. Bezręka bogini po dzień dzisiejszy stanowi kwintesencję i symbol klasycznego piękna.

Filolas z Krotony twierdził, iż harmonia jest czynnikiem łączącym różne rzeczy, „zestrojeniem różnie nastrojonych”, dlatego też ocalałe do naszych czasów ruiny antycznych budowli i pełne ubytków rzeźby – nawet, jeśli są zaledwie fragmentami – nie stanowią zgrzytu ani nie powodują dysharmonii. W swej cząstkowości są piękne same w sobie. Fundament takiego myślenia pochodzi wprost z filozofii Pitagorasa twierdzącego, iż świat zbudowany jest na zasadach matematycznych, co powoduje, że wszystko jest logiczne, pełne ładu, wymierzalne i proporcjonalne (a co Grecy określali słowem kosmos), i tym samym stanowi całkowite przeciwieństwo chaosu. Przekonanie to było tak silne, że filozof wierzył nawet w istnienie doskonałej muzyki sfer niebiańskich będącej wytworem harmonijnie poruszających się planet, a dwadzieścia pięć stuleci później zainspirowało ono Gustawa Holsta do skomponowania siedmioczęściowej suity „Planety”.

Piękno twórczo naśladowane zyskało miano mimesis, ale dopiero sofiści dokonali przełomu i zaczęli je widzieć przede wszystkim w człowieku, jako bycie posiadającym zmysły. Wszystko więc co stanowi rozkosz dla wzroku i słuchu, automatycznie jest piękne, choć jednocześnie staje się subiektywne w odbiorze. Również Sokrates źródła piękna dopatrywał się w istocie ludzkiej, stanowiło ono dla niego jedyną boską namacalną rzecz, którą można ujrzeć za pomocą wzroku. W przeciwieństwie jednak do sofistów skupiających się na odbiorcy, wielką rolę nadał twórcom; przecież to ich ręce kształtują materię, oddziałując na nią w kreatywny i pozytywny sposób. Odzwierciedlając w pewnym stopniu naturę, artysta powinien ingerować w nią poprzez nadawanie form doskonałych tam, gdzie ich brakuje. Tak oto ciało brzydkie lub o proporcjach zaburzonych posiada mniejszą wartość niż posąg o idealnych proporcjach. Więcej nawet: Sokrates twierdził, że ten ostatni zamieszkuje dusza, a najwyrazistszym przykładem tego przekonania jest mit o Pigmalionie, królu-rzeźbiarzu zakochanym w dziele własnych rąk, jakim była Galatea.

Joanna Babiarz

 

fot. Joanna Tokarczyk "Oddech", obraz olejny na płótnie